Ile godzin realnie sprzedasz w miesiącu, pracując sam?
To jedyne pytanie, od którego ma sens zaczynać kalkulację. Nie „ile biorę za godzinę", tylko „ile godzin jestem w stanie sprzedać".
Dzień pracy sprzątacza-jednoosobowca wygląda tak: dwa zlecenia mieszkaniowe po 3–4 godziny albo trzy krótsze po 2–2,5 godziny. Między nimi 30–50 minut dojazdu, czasem postój pod blokiem w poszukiwaniu miejsca, czasem klient nie odbiera domofonu. Do tego zakupy chemii, dowożenie sprzętu, rozmowy telefoniczne i wyceny.
W praktyce wychodzi 6–7 rozliczanych godzin dziennie przy pełnym obłożeniu. Przy 20 dniach roboczych daje to 120–140 godzin miesięcznie. Tylko że pełne obłożenie w każdym dniu miesiąca to fikcja — odwołania w ostatniej chwili, luki w grafiku, choroba, święta. Realny roczny średni wynik to 100–125 godzin miesięcznie.
| Scenariusz | Godziny/mies. | Stawka | Przychód |
|---|---|---|---|
| Start, budowanie bazy | 60–80 | 45–50 zł | 2 700–4 000 zł |
| Stabilny kalendarz | 100–120 | 55–65 zł | 5 500–7 800 zł |
| Pełne obłożenie, dobre stawki | 130–140 | 65–80 zł | 8 500–11 200 zł |
Ten ostatni wiersz to już sufit fizyczny. Można go utrzymać przez kwartał, nie przez trzy lata. Stawki zgodne z cennikiem sprzątania obowiązującym w całej Polsce — od 45 do 80 zł/h dla firmy, przy czym górne widełki to duże miasta i usługi specjalistyczne.
Co zostaje po odjęciu kosztów?
Usługi sprzątania (PKD 81.21, 81.22) mieszczą się w stawce ryczałtu 8,5% — dla jednoosobowej działalności z niskimi kosztami to zwykle najkorzystniejsza forma. Policzmy miesiąc przy 7 000 zł przychodu:
- ZUS pełny ze składką zdrowotną: ok. 1 900–2 100 zł
- paliwo i eksploatacja auta: 500–800 zł
- chemia, mopy, ścierki, worki: 250–400 zł
- księgowość online: 100–200 zł
- reklama, wizytówka Google, katalogi, strona: 150–400 zł
- odłożenie na sprzęt (odkurzacz piorący, parownica, myjka): 200–300 zł
- ryczałt 8,5%: ok. 550–580 zł
Razem 3 650–4 780 zł kosztów. Na rękę zostaje 2 200–3 350 zł. Przy 9 000 zł przychodu i tych samych kosztach stałych — 4 200–5 300 zł.
I tu wchodzi rzecz, którą większość liczy dopiero po fakcie: przez pierwsze 2,5 roku działalności (ulga na start plus preferencyjny ZUS) składki wynoszą kilkaset złotych zamiast dwóch tysięcy. Ten sam biznes daje wtedy 1 300–1 500 zł więcej miesięcznie. Pierwszy miesiąc po wyjściu na duży ZUS to u wielu jednoosobowych firm moment prawdy.
Prywatnie czy na firmie — kiedy rejestracja się zwraca?
Sprzątaczka pracująca prywatnie bierze 30–50 zł/h i nie płaci ZUS-u ani podatku (dopóki nie przekroczy progu działalności nierejestrowanej). Firma bierze 45–80 zł/h, ale oddaje państwu 2,5–3 tys. zł miesięcznie.
Próg opłacalności przebiega mniej więcej w okolicach 70–80 rozliczanych godzin miesięcznie. Poniżej tego — jeśli sprzątasz dwa-trzy mieszkania w tygodniu dorywczo — rejestracja firmy nie ma sensu ekonomicznego. Powyżej — ma, bo otwiera ci rynek, do którego prywatna sprzątaczka nie ma wstępu: sprzątanie biur, wspólnoty mieszkaniowe, odbiory po budowie, podwykonawstwo. Firmy i zarządcy nieruchomości rozliczają się fakturą albo wcale.
Kiedy zatrudnić pierwszą osobę?
Sygnał nie brzmi „mam dużo pracy". Brzmi: odmawiam zleceń co najmniej dwa razy w tygodniu i robię to od trzech miesięcy. Jednorazowy szczyt w maju to nie powód do rekrutacji.
Matematyka pierwszego pracownika w sprzątaniu jest brutalnie prosta. Sprzedajesz jego godzinę za 55–65 zł. Płacisz 28–34 zł/h brutto, a z narzutami pracodawcy wychodzi 34–42 zł/h przy umowie o pracę lub 30–36 zł/h przy zleceniu. Zostaje 15–25 zł marży na godzinie. Żeby to dało sensowne 2 000–2 500 zł miesięcznie, musisz tej osobie zapewnić 100–120 godzin zleceń co miesiąc, bez przerw.
Dlatego pierwsze zatrudnienie prawie nigdy nie opiera się na sprzątaniu mieszkań — tam grafik jest zbyt rozstrzelany. Opiera się na jednym-dwóch stałych kontraktach biurowych albo obsłudze wspólnoty, czyli czymś, co generuje przewidywalne 4–5 godzin dziennie w tym samym miejscu. Dopiero wokół tego dokłada się mieszkania.
Druga pułapka: pierwszy pracownik zabiera ci 10–15 godzin miesięcznie na szkolenie, kontrolę jakości i poprawki. To godziny, których nie sprzedajesz. Przez pierwsze dwa-trzy miesiące realnie zarabiasz mniej niż solo.
Podwykonawstwo dla dużych firm — kiedy to ma sens, a kiedy jest pułapką
Duże firmy sprzątające i facility management stale szukają podwykonawców — mają kontrakty, nie mają rąk. Oferta wygląda kusząco: stały obiekt, stały grafik, zero kosztu pozyskania klienta, faktura raz w miesiącu.
Ceny są jednak inne niż na rynku detalicznym. Za biura podwykonawca dostaje zwykle 32–45 zł/h, przy obiektach rozliczanych metrażowo bywa, że wychodzi 2,5–4 zł/m²/mies., podczas gdy klient końcowy płaci generalnemu wykonawcy 3–8 zł/m². Różnica to marża pośrednika i jest ona normalna — pytanie, czy przy twoich kosztach ta stawka cokolwiek zostawia.
Na co patrzeć w umowie:
Termin płatności. 30 dni to standard, 45–60 dni też się zdarza. Przy jednoosobowej firmie oznacza to, że przez dwa miesiące finansujesz czyjś kontrakt z własnej kieszeni — a ZUS i paliwo płacisz na bieżąco.
Kto daje chemię i papier. Jeśli materiały eksploatacyjne są po twojej stronie, przy obiekcie 800 m² to 300–600 zł miesięcznie, których nikt nie wliczył w stawkę.
Kary umowne i protokoły kontroli. Zapisy typu „kara 500 zł za każde stwierdzone uchybienie" przy stawce 38 zł/h potrafią zjeść marżę z całego tygodnia.
Zakaz konkurencji. Standardowo nie wolno ci przejąć klienta końcowego przez 12–24 miesiące po zakończeniu współpracy. To uczciwe, ale musisz wiedzieć, że budujesz cudzą bazę, nie swoją.
Udział jednego zleceniodawcy w przychodzie. Powyżej 60% jesteś w praktyce pracownikiem na fakturze — bez urlopu, bez chorobowego i z ryzykiem, że utrata jednego kontraktu zeruje ci miesiąc.
Zdrowy model to podwykonawstwo jako 30–50% przychodu, stanowiące podłogę finansową, i własni klienci detaliczni jako reszta, na której robisz prawdziwą marżę. Warto więc równolegle budować widoczność — wpis w katalogu firm sprzątających i wizytówka Google kosztują grosze w porównaniu z tym, ile oddajesz pośrednikowi na każdej godzinie.
Jak wycisnąć więcej z tej samej liczby godzin
Skoro sufit godzinowy jest sztywny, jedyna droga w górę to stawka. Trzy rzeczy działają:
Po pierwsze — specjalizacja. Sprzątanie mieszkań i domów w podstawowym zakresie to 45–60 zł/h, ale sprzątanie po remoncie i budowie już 50–90 zł/h, a pranie tapicerki czy mycie okien na wysokości jeszcze więcej. Inwestycja w odkurzacz piorący (2 500–4 500 zł) zwraca się po 25–35 zleceniach.
Po drugie — wyceny ryczałtowe zamiast godzinowych. Kawalerka za 180 zł zrobiona w 2,5 godziny to 72 zł/h. Ta sama kawalerka rozliczana godzinowo po 55 zł to 137 zł. Klient woli znać cenę z góry, ty zarabiasz na własnym tempie.
Po trzecie — zagęszczenie trasy. Trzy zlecenia w jednej dzielnicy zamiast trzech na trzech końcach miasta to nawet 1,5 godziny odzyskane dziennie. To 30 godzin miesięcznie, czyli 1 600–2 000 zł różnicy.
Realny cel dla jednoosobowej firmy sprzątającej w 2026 roku to 80–110 tys. zł przychodu rocznie przy drugim-trzecim roku działalności i ustabilizowanej bazie klientów. Powyżej 130 tys. zł solo zdarza się, ale zwykle oznacza pracę w soboty i brak urlopu — albo to już nie jest praca w pojedynkę.
